aktualności

 

twórczość

bibliografia

sztuki

proza

scenariusze

artykuły

rozmowy

nagrania

 

biografia

 

o...

 

księgarnia

 

in English

 

 

Sztuki

Czwarta siostra | Antygona w Nowym Jorku

Polowanie na karaluchy


 

 

Polowanie na karaluchy

 
(...)
Lower East Side, jedna najbiedniejszych dzielnic Manhattanu co nie znaczy, że Nowego Jorku. Mieszkają tu między innymi narkomani, prostytutki, artyści, Portorykanie, Ukraińcy i Polacy. Scena przedstawia pokój. W rogu wanna zasłonięta plastykową zasłoną. Obok kuchenka. Na sznurku suszy się kilkanaście używanych torebeczek herbaty, Lipton..
Filiżanki z różnych kompletów.
Gwałtownie otwierają się drzwi do łazienki. Tyłem wchodzi Ona. Jest w nocnej koszuli. Przez ramię przerzucona ścierka. W ręku torebeczka używaną herbatą. Dramatycznie recytuje po angielsku, z ciężkim polskim akcentem, fragmenty monologu Lady Makbet, adresując go do niewidocznego, wygląda na to, że ukrytego w wannie za zasłoną, Makbeta.

ONA
- Yet here's a spot... Out damned spot! Out, I say! - One; Two; Why then'tis time to do't! - Hell is murky! - Fie, my lord, fie! A soldier, and afeard?... What, will these hands ne'er be clean? - No more o'that, my lord, no more o'that: you mar all with this starting... Here's the smell of the blood still: all the perfumes of Arabia will not sweeten this little hand. Oh! Oh! Oh!... Wash your hands, put on your nightgown; look not so pale: - I tell you yet again, Banquo's buried; he cannot come out on's grave... To bed, to bed: there's knocking at the gate. Come, come, come, come, give me your hand. What's done cannot be undone: To bed, to bed, to bed.
W czasie recytacji porządkuje pokój: wiesza a torebeczkę herbaty obok innych na sznurku, wchodzi na wannę i na utrzymującym zasłonę pręcie wiesza ścierkę. Przy samym końcu monologu po raz pierwszy wraca się twarzą do widowni i dostrzega publiczność Uśmiecha się bardzo speszona ale pełna kokieterii i wskakuje do lóżka. Za chwilę znów patrzy uwodzicielsko na salę.

ON (jeszcze niewidoczny)
- Zgaś światło.

ONA (ucisza go niecierpliwym ruchem ręki, wstaje z łóżka i wraca się do widowni)
Nazywam się Anka, nie mogę spać, jestem z Polski. Tu w Nowym Jorku jestem od trzech lat. Przez ostatnie trzy miesiące nie spałam w ogóle. To znaczy najpierw nie spałam przez jakiś miesiąc, potem spałam, potem nie spałam, ale teraz od czterdziestu dwóch dni, no, może od dwudziestu dwóch nie zmrużyłam oka (przygląda się widowni). Ja jestem aktorką, ale nie mogę dostać żadnej roli przez mój akcent. Podobno mam okropny akcent. Co? (patrzy pytająco na widownię)... Taaa (z rezygnacją). To jest mój mąż Janek (pokazuje palcem). On też nie śpi. To znaczy on teraz udaje, że śpi. (Uśmiecha się.) Wiem na pewno, on nie może zasnąć bez środków nasennych, a ja je schowałam. (Rozgląda się, wyciąga spod materaca proszki i pokazuje je publiczności) Ooooo! (uśmiecha się zwycięsko). Prawdę mówiąc te proszki nie pomagają mu w ogóle. Ale on bardzo lubi ich szukać. On jest pisarzem. Miał książkę wydaną w Paryżu, sztukę wystawioną w Nowym Jorku, na OFF OFF Broadway. Zarobił na niej dwieście czterdzieści siedem dolarów, sześćdziesiąt trzy wziął tłumacz, a pięć ja zgubiłam na przyjęciu po premierze. On nazywa się Krupiński. (Przez moment czeka na reakcję sali, po czym dodaje) Jan Krupiński. K jak kot, R jak róża... Ach (macha rezygnacją ręką). Nikt o nim nie słyszał? Dobrze, że on tego nie słyszy... To znaczy udaje, że nie słyszy. Ja mam tutaj pełno recenzji (podnosi z biurka papiery i pokazuje publiczności). O! Proszę bardzo. On dostał bardzo dobre recenzje w „New York Timesie” i bardzo niedobre w „Village Voice”... Ja dostałam nagrodę za moją interpretację Szekspirowskich kobiet w tym, no, w National Theatre in Warsaw. Oooo! (Podnosi statuetkę triumfalnym gestem i pokazuje pierwszym rzędom). Ja wiem, że to jest zupełny idiotyzm, ale w Ameryce trzeba się chwalić, prawda? Bo jak sam o sobie nie będziesz dobrze mówił, to kto o tobie będzie dobrze mówił, co? Well... yes... Banquo's buried. He cannot come out... (poprawia wymowę) come out of the grave. Czy ja naprawdę mam taki paskudny akcent? Ja trochę w Nowym Jorku pracowałam. Taki jeden krytyk sztuki z Polski, specjalista od renesansu, on jest tu świetnie ustawiony, pracuje jako kelner w tej włoskiej restauracji na rogu Drugiej Avenue Osiemdziesiątej Ósmej Ulicy, no więc on załatwił mi pracę w Muzeum Emigracji. Siedziałam tam codziennie od dwunastej do szóstej wieczorem w tej części wschodnioeuropejskiej, Hungary, Czechoslovakia, Romania, przebrana za polską emigrantkę z XIX wieku. No, wiecie o co chodzi, chustka, walonki... No, taka babuszka... no ale teraz w muzeum zaczął się remont. Czyli... (macha ręką). Prawda, że on dobrze udaje, że śpi? To ja go nauczyłam (uśmiecha się triumfująco). Jakby się wydało, że nie śpimy, jesteśmy skończeni. W Nowym Jorku wszyscy śpią... Teraz uczę go udawać, że jest szczęśliwy. W Nowym Jorku wszyscy są szczęśliwi...
On jęczy przez sen.

ONA
W ciągu dnia on zwykle siedzi przed mapą. (Wstaje z łóżka, siada na krześle przed mapą USA i wpatruje się w nią przez dłuższą chwilę w milczeniu.) Może tak siedzieć godzinę albo dwie. (Znowu przez chwilę wpatruje się w mapę.) Potem mówi: „Dziwny kraj”. To wszystko. „Dziwny kraj”. Powiedziałam mu, że się nigdy tutaj nie przebije, bo nie ma szczerego uśmiechu. W Ameryce wszyscy mają szczery uśmiech. (Patrzy na salę). A on ma wredny. Strasznie się przejął. W Europie Wschodniej nikt nie ma szczerego uśmiechu... poza pijakami i kapusiami. (Uśmiecha się). Wczoraj siedział pół dnia przed mapą i ćwiczył szczery uśmiech... co chwila sprawdzał go sobie w lusterku. Sto razy mu powtarzałam, żeby napisał sztukę o polskich emigrantach, ale on mówi, że to nudny temat. Wiadomo, że albo im się uda, albo im się nie uda...

(...)
 

© 2002-2005 Janusz Głowacki All rights reserved. 

Webhosting & design: InternetPL.US