aktualności

 

twórczość

bibliografia

sztuki

proza

scenariusze

artykuły

rozmowy

nagrania

 

biografia

 

o...

 

księgarnia

 

in English

 

 

Sztuki

Czwarta siostra | Antygona w Nowym Jorku

Polowanie na karaluchy


 

 

Antygona w Nowym Jorku

 
(...)
SASZA (wsłuchując się w linię melodyczną wycia)
Bardzo wielu ludzi w dzień bardzo spokojnie sobie żyje, a w nocy coś ich chwyta. Zaczynają biegać dookoła, wrzeszczeć, kłócić się ze sobą. To ten gruby wariat z Jamajki. Dwa tygodnie temu on wepchnął 10-letnią dziewczynkę pod samochód. Zabrali go do szpitala psychiatrycznego, ale po trzech dniach już był z powrotem. Lekarze powiedzieli, że jest za niebezpieczny, żeby go trzymać w szpitalu.

Znów słychać cichsze, przypominające jęk wycie.

PCHEŁKA
Mnie się wydaje, że to się wiąże z przyrodą.

SASZA
W mieszkaniach też krzyczą.

PCHEŁKA
Ale nie tak. Natura coś z człowieka wyciąga. No i musi być ciemno. W mojej wiosce był taki jeden, któremu Niemcy rodzinę wybili. To w dzień w mieszkaniu był cichy, spokojny, do rany przyłóż. Ale w nocy, jak wychodził, to słychać go było po obu stronach rzeki.

SASZA
Jak kiedyś mieszkałem w Leningradzie...

PCHEŁKA
W Petersburgu.

SASZA
Jak tam mieszkałem, to był Leningrad. Mieszkałem z rodziną w dużym pokoju z kuchnią, a przez ścianę było mieszkanie KGB. Przesłuchiwali tam ludzi.

PCHEŁKA
Słychać było co?

SASZA
Krzyki.

PCHEŁKA
Komunistyczne budownictwo. Cienkie mury.

SASZA
Nie. Stare budownictwo.

PCHEŁKA
To musieli głośno krzyczeć.

SASZA
Tak.

PCHEŁKA
W nocy krzyczeli?

SASZA
W dzień i w nocy.

PCHEŁKA
Znaczy pracowali na dwie zmiany... W dzień to tak nie przeszkadza, bo ludzie są w pracy.

SASZA
Ja w dzień byłem w szkole. Ojciec pracował do piątej. O szóstej jedliśmy kolację. Mój ojciec, jak tylko wracał do domu, nastawiał radio na cały regulator i puszczał muzykę.

PCHEŁKA
Znaczy lubił muzykę.

SASZA
Nienawidził, ale wolał od krzyków.

PCHEŁKA
Ja lubię krzyki.

SASZA
On lubił malarstwo. Szczególnie Boscha i jego „Piekło muzyczne”.

PCHEŁKA
„Piekło muzyczne”?

SASZA
No tak się nazywa jedna część tryptyku Boscha. Rozumiesz, Bosch namalował piekło, a w nim ludzi ukrzyżowanych na harfach z partyturami wytatuowanymi na tyłkach i fletami wbitymi w dupę.

PCHEŁKA śmieje się
Fajne, podoba mi się.

SASZA
Mój ojciec uważał, że Bosch w XVI wieku przewidział nasze mieszkanie w Leningradzie.

PCHEŁKA
Niby w jakim sensie?

SASZA
No, że zapełnił piekło muzyką. Że używał muzyki do zagłuszania wrzasków potępieńców. W każdym razie mój ojciec tak uważał.

PCHEŁKA
Bosch?

SASZA
Hieronymus Bosch.

PCHEŁKA
Żyd?

SASZA
Nie.

PCHEŁKA
Hieronymus, to mi wygląda na Żyda.

SASZA
Zamknij się, Pchełka. Powiedz, jak można być takim idiotą?

PCHEŁKA
Myślisz?

SASZA
Absolutnie. Ten tryptyk jest w Madrycie. Mój ojciec zawsze marzył, żeby tam pojechać, ale nie miał paszportu. Więc ubłagał swoją kuzynkę z Izraela, żeby pojechała i wszystko mu opisała. No i ona pojechała i potem przysłała mu taką kartkę: „Widziałam twojego Boscha. Bardzo chce cię zobaczyć, czeka na ciebie w Prado”. Kiedy mojego ojca aresztowano za formalizm, KGB pytało go, ile mu Bosch płacił za informacje i jakie są inne kontakty ojca w Madrycie.

PCHEŁKA
I co? Twój ojciec zasypał Boscha?

SASZA
Pchełka, odpieprz się. Bosch nie żyje od czterystu lat.

PCHEŁKA
To po co twój ojciec go krył?

SASZA
Żyd Hieronymus Bosch... Boschowi by się to spodobało.

PCHEŁKA
Co ty jesteś taki przewrażliwiony? Wszyscy Żydzi są tacy. Jak rany Boga, ty myślisz, że jak ja bym był antysemitą, to bym z takim pieprzonym Żydem jak ty siedział na tej samej ławce? Ja nic do Żydów nie mam.

SASZA
Jak ja się urodziłem, matka pokazała mnie jednej sąsiadce, a ta pokiwała głową i powiedziała: „Taki mały, a już Żyd”.

PCHEŁKA
No widzisz.... dobra kobieta... współczuła ci. Polka?

SASZA
Nie, Rosjanka.

PCHEŁKA
Chciałem ci powiedzieć, że u nas we wsi w czasie wojny, to się rzeczywiście paru Żydów wydało. Głównie takich, co się z transportu urwało i lasami przyszło.
Zwłaszcza takich kulejących, połamanych, co i tak by ich pewnie złapali. Ale taki jeden od nas ze wsi, Masiak Antoni się nazywał, to on nic nikomu nie powiedział, tylko jednego Żyda w stodole przechował po cichu. A potem jak się wojna skończyła, ten Żyd wyjechał do Izraela i zaczął Masiakowi przysyłać paczki. I ten Masiak zaczął we wszystko opływać. Miał dwie córki na wydaniu, to one pierwsze we wsi miały nylonowe pończochy, poliestrowe bluzki. Kupił samochód i co niedziela do kościoła jeździł sobie w koszuli non-iron, obok żona, a z tyłu dwie córki. I ci wszyscy, co wydali Żydów to patrzyli na to, płakali i bili głowami o ścianę. I chciałem ci powiedzieć, że od tej pory w Polsce ani jednego Żyda się nie wyda. W każdym razie nie w mojej wsi.

(...)
 

© 2002-2005 Janusz Głowacki All rights reserved. 

Webhosting & design: InternetPL.US